Dyskredytacja kontra dekonstrukcja

20181223_200122
Quantum Winery Riesling 2016 – jeden przeogromny kwant radości

Oszołomy z krowimi rogami, hi(p)steryzujący ekofaszyści, zapóźnieni i paranoiczni wyznawcy Jana Jakuba Rousseau, fanatyczne dzikusy z zapędami masońskimi, teoretycy spisku selekcjonowanych drożdży, antysiarkowi anarchiści, spontaniczni kamikadze maceracji… takie właśnie i różne inne heheszki, złośliwostki i przytyki kierują wszechwiedzący mądralińscy pod adresem winiarzy z nurtu biodynamicznego i naturalnego. I nie mówię tu tylko o wioskowych sommelierach czy establishmentowych blogerach, nie mówię też o jednym z moich polemicznie usposobionych znajomych, który stwierdził kiedyś, że kalendarz biodynamiczny przypomina antykoncepcję metodą kalendarzyka – o wpadkę bardzo łatwo. Mówię natomiast o tuzach światowej krytyki winiarskiej. Taki Bobby Parker, na przykład, nie przebiera w słowach i obrzuca winiarzy naturalnych oraz fanów ich win niewybrednym stekiem wyzwisk w rodzaju „neo-intelektualiści”, „euro-elitaryści”, „Kimdzongunizm”, „ślepo bezmyślni wyznawcy trendu”, „bliżej nieokreślony przekręt”, „ściema” i tym podobne bluzgi. Taki Hugh Johnson, na przykład, nazywa wina pomarańczowe „przelotnym dziwactwem” i „stratą czasu”, chyba w przypływie chwilowej amnezji zapominając o liczącej tysiące lat tradycji macerowania białych gron.

Ta agresywna dyskredytacja win naturalnych w wykonaniu tych nienagannie podkrawaconych nestorów winopisarstwa podszyta jest paniką. Dinozaury też pewnie darły mordę, gdy konieczność dziejowa postawiła na nich krzyżyk. Ta krzykliwa dyskredytacja jest zresztą popisowo dekonstruowana przez samych winiarzy biodynamicznych, którzy najzwyczajniej w świecie nie potrzebują tego donośnie im odmawianego kredytu zaufania od podstarzałych fiksatów hołdujących punktowemu systemowi wątpliwych wartości, które odeszły do lamusa. Paniczna próba przylepienia biodynamikom gęby anarchizujących fanatyków i zaślepionych komuchów jest propagandą najniższych lotów, skazaną na brutalne niepowodzenie. Już chwila rozmowy z którymkolwiek winiarzem naturalnym pokazuje, jak z gruntu fałszywa jest ta propaganda. W ciągu ostatnich kilku lat miałem sporo okazji do takich rozmów, uczestnicząc w imprezach gromadzących autorów ekowin (Berlin, Barcelona, Arles, Monachium, Wiedeń, Amsterdam, Izola, Montpellier, Kraków). Nieodparcie nasuwa się jeden wniosek: są to chyba najbardziej wyluzowani ludzie na planecie zwanej wino, a fanatyzmu u nich nie uświadczysz choćby krztyny. Ich winiarstwo ma w sobie ogromne pokłady nieskrępowanej, (nomen omen) spontanicznej radości, uwielbiają eksperymentować, są poszukiwaczami lokalności i (nie tylko bio-) różnorodności, a troska o środowisko naturalne jest u nich zawsze na pierwszym miejscu. Nie kruszą kopii z lekko już zmurszałymi autorytetami, bo zwyczajnie szkoda im na to czasu. Nonszalanckim gestem odrzucają więc system wartości, do którego przywykło poprzednie pokolenie i na którym nabiło sobie kabzę.

florianRozmowa z winiarzami naturalnymi i degustacja ich win to równorzędne przyjemności. Podobnie też było w przypadku Floriana Schuhmanna z Quantum Winery – wybrałem go na patrona dzisiejszego odcinka między innymi z powodu koszulki, w której lubi paradować, a która ma znamienny nadruk głoszący: „Robert Parket gave me 50”. I to jest właśnie ta dekonstrukcja, która zmyślną ironią, a nie czambułowatą agresją wytrąca dyskredytacji jej toporną broń.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s