Sycylijska pomarańcza i dysonans poznawczy

Wino jest żywym organizmem, jego oddech wpisany jest w nieubłagany strumień czasu. Ewoluuje, rozwija się, zmienia i przekształca. Nie da się jego podróży zaplanować ani odgadnąć, raz wypuszczone z dłoni winiarza rusza w nieznane, a nam – takim samym wędrowcom w tym podksiężycowym uniwersum czasu – zdarza się przeciąć mu drogę i otworzyć usta. Wtedy wino opowiada nam o tym, gdzie się akurat zatrzymało.

Ale choć wino z natury zmiennym jest, to przecież daleko mu do chaosu i anarchii. Od początku nosi we wnętrzu pieczęć swojego unikatowego kwasu DNA, multiświat alternatyw, ogród przecinających się ścieżek. Wino nie wie, dokąd pójdzie, ale ma w sobie precyzyjnie wytyczoną mapę możliwych dróg, a właściwie ono samo jest tą mapą, dynamiczną, wielowymiarową, zmieniającą się z czasem.

Lubię myśleć o winie i jego dialektyce między stałością a zmiennością w analogii do dzieła muzycznego. Koncerty Brandenburskie brzmią dziś dla nas w zupełnie inny sposób, niż słyszeli je współcześni Bacha, tak jak inaczej dziś smakuje Barolo z rocznika 1967 niż zaraz po wypuszczeniu na rynek pół wieku temu. Zdarzają się utwory/wina, które być może z różnych względów uznalibyśmy za nie nadające się do słuchania/picia (posłuchajcie tajskiej muzyki klasycznej albo Stockhausena, napijcie się Cornelissena albo Quantum Winery), ale bardzo dużo zależy od tego, co już w swoim życiu słuchaliśmy/piliśmy.

Są też wina „brzmiące” tak, jak gdyby pochodziły z generatora popowej papki, której tyle teraz dokoła. Nie można ich nazwać niepijalnymi, ale są już tak nudne i oklepane, że właściwie nie pobudzają naszych kubków smakowych. Jeszcze inny przypadek to dysonans poznawczy. Zakładając, że wino, a właściwie wrażenie, jakie na nas robi, jest w równym stopniu efektem zamysłu winiarza, jak i drogi, którą zdarzyło się mu (winu, nie winiarzowi) podążyć, to trafiamy czasem na flaszki pachnące i smakujące jak jeden wielki znak zapytania. Co winiarz chciał przez to powiedzieć? Na jakie manowce to wino zbłądziło? O co tu, do stu odszpuntowanych baryłek madery, chodzi?

Takie właśnie pytania sobie zadawałem, gdy otworzyłem niedawno usta pewnej sycylijskiej pomarańczy. Patrzę, wącham, próbuję… i nie wiem, nie mam pojęcia, co tu się odbywa. Rozkładam bezradnie ręce i wodzę dokoła skonfundowanym wzrokiem, obsługa lokalu rzuca mi zaciekawione spojrzenia, ale nie potrafi pomóc w tym egzystencjalnym impasie. I am dazed and confused, otworzyłem już na telefonie apkę do notatek, ale teraz wieszam się jak Windows przy updejcie.

Szukam w panice przewodnika dla zbłąkanych, tzn. witryny producenta, i sprawdzam, co tamButla się z tym winem wyprawiało. Znajduję elaborat dość szczegółowy, choć czytając go nie ma pewności, czy więcej wątpliwości rozwieje, czy przysporzy. Jesteśmy zatem na Sycylii, niedaleko Marsali, gdzie rosną stare, organicznie uprawiane krzewy grillo i zibibbo (muskat aleksandryjski). Winiarz robi trzy zbiory na różnych etapach dojrzałości: wczesny, średni na jeża i późny, a grona z trzeciego zbioru są podsuszane. W glinianych amforach spontanicznie rusza fermentacja pierwszego zbioru, do którego dorzucane są owoce z drugiego zbioru, więc ferment sunie dalej w najlepsze, aż wreszcie do całej ferajny dołączają grona podsuszone. Cały proces trwa około pół roku, a winiarz pieczołowicie podkreśla, że skórki są usuwane z amfor podczas Wielkiego Tygodnia (czy to ma tu jakieś mistyczne znaczenie?). W okresie letnim wino jest klarowane grawitacyjnie, a w listopadzie trafia do starych baryłek z drzewa kasztanowego, które pamiętają jeszcze dojrzewającą w nich kiedyś wzmacnianą Marsalę. Winiarzowi się nie spieszy, czeka 2 lata, zanim wino zabutelkuje, a później dopieszcza je u siebie w piwnicy przez 6 miesięcy. Razem mamy 4 lata zabawy i gdzie lądujemy? Rzecz w tym, że nie mam pojęcia.

Mój dysonans poznawczy potęguje lista dań, które są do tego wina polecane: ser kozi, kuchnia indonezyjska (biryani jagnięce), jajka ze szparagami i Apfelstrudel.

Kolorem przypomina Bourbon, pachnie słodko jak diabli (miód gryczany, żywica, daktyle), a choć winiarz chwali się, że wszystkie wyżej opisane zabiegi stosuje, by uzyskać un equilibrio tra acidità e concentrazione zuccherina, to kwas mu się gdzieś zgubił po drodze, cukier został, a takie ekwilibrium to ma błędnik gościa po jedenastej pięćdziesiątce czystej wódki. Wino smakuje suszoną morelą, figą, wermutem i anyżówką.

Mapka
Mapa, w którą owinięta jest butelka tego wina. Nie pomogła.

I nie zrozumcie mnie źle, wcale go nie krytykuję, zwyczajnie mam zagwozdkę. Wracając do analogii muzycznej, nie jest to z jednej strony Just 5 sklejone z plasteliny i gumy arabskiej, no ale przecież nie czuję tu takiego dysonansu w stylu Schönberga czy Messiaena. A może to rapcore albo jakiś dark ambient drone? Shoegaze? Seapunk?

Cytując pewną znaną w warszawskich kręgach degustatorkę szampanów i win naturalnych: „nie rozumiem tego wina”.

Rinomata Cantina Tombacco, Origine 2014, Bianco IGT Terre Siciliane

Dazed and confused byłem w krakowskim winobarze Czarna Owca. Dziękuję obsłudze za wyrozumiałość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s