Pomarańczowy zawrót głowy – Orange Wine Festival 2018

Izola
Izola

Izola to urokliwe nadmorskie miasteczko przycupnięte w słoweńskiej części Istrii, od zawsze w cieniu bardziej obleganego przez turystów, nieodległego Piranu. W nazwie miejscowości drzemie wspomnienie o czasach, gdy Izola była wyspą, połączoną ze stałym lądem kamiennym mostem. Pierwszy raz wzmiankowana jest jako „Insula” w weneckim dokumencie Liber albus z 932 roku. To właśnie wtedy rozpoczął się w tym regionie okres intensywnego wpływu Republiki Weneckiej, która w dużej mierze ukształtowała lokalny koloryt Izoli.

Łatwo zagubić się w labiryncie wąskich uliczek starówki, ale wszystkie one w końcu prowadzą do zacisznego placyku, przy którym znajduje się jedyny właściwie w Izoli wine bar – Manzioli. W piątek 27 kwietnia odbyło się tu święto wina pomarańczowego, siódma już edycja Orange Wine Festival.

miss

Imprezę otworzył miejscowy biskup, wspomagany przez wodę święconą i słoweńską piękność w balowej sukni, która z gracją dożynkowej królowej przecięła wstęgę i zainaugurowała festyn. Bo właśnie festynem było to wydarzenie, świątecznie tłumnym i ciasnym zbiorowiskiem spragnionych podniebień, wesołym, przaśnym i wyluzowanym.

Nie będę tu pisał o tuzach w rodzaju Radikona, Prinčiča czy Damijana, klasa niekwestionowana, ale ileż można batonażować w tej kadzi. Wolę spojrzeć w bok, z ukosa, w stronę rubieży i bezdroży. Dlatego poniżej prezentuję trzy wina, które skutecznie i pozytywnie przeorały moje kubki smakowe i ich schematy poznawcze.

Urbajs

Riesling. Ten szlachetny, wyrafinowany, precyzyjny, zawsze zapięty na ostatni guzik dżentelmen, fetowany na galach, przyjmowany na czerwonym dywanie, uroczyście celebrowany na koszmarnie nudnych imprezach pod znakiem Riesling Weeks. A tymczasem wyobraźcie sobie, że zrzuca on z rozmachem dwurzędowy garnitur od Armaniego oraz inne markowe fatałaszki i z nieokiełznaną radością puszcza się w dziki tan wokół ogniska. Taki jest właśnie biodynamiczny Laški & Renski Rizling Organic Anarchy 2015 z winnicy Aci Urbajs w słoweńskiej Styrii. A właściwie są to dwa rieslingi, reński i włoski, między którymi nie ma żadnych więzi rodzinnych, łączy je tylko wspólne imię. Bardzo możliwe, że to kolega z kupażu, czyli rizling laški, wykopuje tutaj szlachetniejszego „prawdziwego” rieslinga reńskiego z jego tradycyjnie niemieckiego dobrego wychowania i nienagannych manier. Stosując terminologię freudowską, można wręcz powiedzieć, że wyraża się tu rieslingowe „id”. W odstawkę idą kulturowe protezy, schematy, modele i wzory, a do głosu dochodzi natura w stanie czystym. Ten rieslingowy duet nie strzela elokwentnej przemowy, ale barbarzyńsko inkantuje szamańskie zaklęcia, angażuje emocje, wciąga w rytualny krąg. Wybucha na podniebieniu pulsującym owocowym miąższem, wbija się w przełyk śrubą fantastycznej kwasowości, wprawia zmysły w odurzający zawrót głowy. Wino jest mętne jak diabli, bezkompromisowe, a przy tym porywająco pijalne. Brutalnie piękne.

Amato

Piemoncki arneis na pomarańczowo? Takie wino mogłoby chyba istnieć jedynie na kartach „Enologii fantastycznej”, gdyby ktoś takowe dzieło popełnił. Dlatego też największą niespodzianką i odkryciem festiwalu było dla mnie Arkè 2015 od Giuseppe Amato, Azienda Agricola Valdisole z Corneliano d’Alba. Sam Giuseppe – ubrany w prześmiewczo ideologiczny podkoszulek z nadrukiem „In Roero’s Sand We Trust” – przyznał, że kojarzy może jeszcze dwóch kolegów po fachu, którzy w Piemoncie rozkminiają arneis w stylu długo macerowanym. Jego indywidualne podejście do tematu wyróżnia się tym, że zbiera grona w stanie superdojrzałym. Nie zależy mu na kwasowości – mówi – ale w pierwszej kolejności na ekspresji owocu. Co ciekawe, jego wino z niedoborem kwasowości nie ma żadnego problemu, ale faktycznie na pierwszym planie jest „immersyjny”, gęsty i zbity miąższ. Arkè pachnie intensywnie żywicą, kurkumą, pyłem drzewnym i konfiturą z pomarańczy. Przy całym swym bogactwie dojrzałości wyciągniętej „ad limitum” (albo „ad libidum” – chyba Freud stanie się patronem tego odcinka) wino nie traci wcale wewnętrznej przestrzenności i energii. W dwóch słowach: ekstrakt i polot, czyli połączenie, które osiągnąć niezwykle trudno. Giuseppe wie, jak to zrobić.

Roxanich MilvaNa koniec producent z chorwackiej części Istrii, który reputację ma już mocno ugruntowaną: Roxanich. Milva 2010 to stuprocentowe chardonnay ze słynnej terra rossa, czyli czerwonej gleby utworzonej w wyniku krasowienia wapieni. Fermentuje na dzikich drożdżach, a kontakt ze skórkami trwa 7 dni. Następnie wino dojrzewa w dużych kadziach z dębu francuskiego przez – uwaga! – 6 lat. Butelkowane jest bez klarowania i bez filtracji. Jeśli chodzi o wino dla cierpliwych, Roxanich tworzy tu jego precyzyjną definicję. Głębokie, mineralne, przestrzenne, wielowektorowe, zaprojektowane na kształt labiryntu… komplementom nie ma końca. Gdyby kiedyś powstało pomarańczowe Chablis, tak właśnie by chyba smakowało. Od niedawna etykiety z winnicy Roxanich są obecne w Polsce dzięki uprzejmości importera Vini e Affini i chwała mu za to.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s