Krak-o!-wino – odc. 2 – Sveti Martin/Lipowa

Nie wiem, może poprzeczka za wysoko ustawiona była, a może oczekiwania miałem zbyt wygórowane, ale przecież od lat lubię, cenię i pijam wina z Lipowej, no i nigdy lipy nie było. A tymczasem wpadłem na ostatnią degustację jak śliwka w dziki ferment, a głębi mego rozczarowania nie jest w stanie Rów Mariański zmierzyć.

Była to inauguracja nowego producenta w portfolio – Sveti Martin z Vipavskiej Doliny w Słowenii. Wina prezentował nie kto inny tylko sam autor, Peter Stegovec. Opowiedział co nieco o swoim 6-hektarowym ogródku, o tradycyjnym winiarstwie i winiarskich tradycjach. Przy okazji można się było dowiedzieć (breaking news!), że te wzbudzające obecnie tyle emocji wina pomarańczowe były produkowane w Słowenii już wieki temu. Wychodzi na to, że podobnie jak w Gruzji tam też byli hipsterami, na długo zanim zrobiło się to modne. Ale dość już tej gry wstępnej – do rzeczy!

Biała Pinela 2016 (5 miesięcy w dużych beczkach 3000 litrów) – antonówka na migdałowym tle, zaczyna się nieźle chrupkim kwasem, ale po chwili rozpłaszcza się w nienaturalną rozmazaną słodycz i już nie wiadomo, o co mu właściwie chodzi. Prościutkie, żeby nie powiedzieć banalne, a do tego chwieje się na swoich chudych nóżkach niczym nieprawne dziewczę w szpilkach 15 cm.

Biały Zelen 2016 (5 miesięcy w dużych beczkach 3000 litrów) – aromaty oscylują w okolicach bliskich niebytu, w ustach zbita aspirynowa pastylka, pozamykane na wszystkie spusty, wyraźnie w nastroju nieprzysiadalnym i nie daje w ustach żadnej wolnej przestrzeni umożliwiającej sensowny sensualny dialog. Niby wypiłem, ale jakbym wcale nie pił.

pepi

PePi Extra Brut 2014 (100% pinela) – grube warstwy lakieru położone na metalicznych ustach, warsztat samochodowy w pigułce (trudnej do przełknięcia). Jeśli tak ma wyglądać metoda klasyczna i 2 lata dojrzewania w butelce, to nie wiem już, jak w Słowenii rozumie się termin „klasyczna” i jak mierzy się czas. Mam dla tego wina nazwę idealną: „slovenksoje igristoje”.

No ale, nieważne, wreszcie to, co tygrysy lubią najbardziej – kolor pomarańczowy.

Pinela 2015 (6 dni maceracji, 2 lata w beczkach akacjowych 500 litrów) – serek Danio w zapachu, a w ustach jakoś tak blado, transparentnie, pikselikazacja i cimcirymci. Nic tu się nie spina, ale może jeszcze za wcześnie, więc próbujemy Pinela 2012 (identyczne parametry), tu już w aromacie orzechy laskowe i opuncja, ale w smaku sucho i kwadratowo, jabłkowy zakalec przebity tępą dzidą kwasu. Tu też się nic nie spina.

Myślę sobie, cała nadzieja w rebuli (włoska ribolla gialla), która ze stylem pomarańczowym wchodzi w bardzo zmysłowe romanse.

rebula

Rebula 2012 (8 dni maceracji, 3 lata w beczkach akacjowych 500 litrów) – intrygujący zapach podkładów kolejowych i kompostu, ale w ustach to jest film Jarmuscha, nic się nie dzieje, a z tego, co się dzieje, niewiele wiadomo i niewiele wynika. Smakuje jak woda z dużą zawartością kamienia i wrzuconymi na odwal się kwiatkami pomarańczy. Z kolei w roczniku 2005 tego wina jest już suszona morela, herbatniczki, lipton z miodowym wkładem, tylko że w smaku żelaziste, surowe, osadzone na mocnej ramie kwasu, ale bez treści, bez materii, bez ozdobników. Apoteoza sztuki współczesnej – rama wisi, ale obrazu w środku nie widać. Na koniec tej pomarańczowej przygody polał się kupaż czterech odmian, Tressa Belo 2004, i tu nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń: przepięknie się utleniło.

Bałem się merlota, bo zawsze się go boję, trochę jak Tomasza Karolaka na ekranie. Rocznik 2015 to rozgotowana śliwka, wino „lateralne”, czyli takie które chybcikiem przepływa bokami i nie zostawia większego śladu poza suchą taniną (18 miesięcy w beczkach dębowych 225 i 500 litrów) i ewidentnym brettem. Rocznik 2007 częstuje dość banalną ewolucją, owoc pokryty jest patyną, a na końcu jeno gorycz.

barbera

I tak wreszcie honorowego gola strzela tutaj Barbera 2015, soczysta, sprężysta, sensualna, niezły moment obrotowy owocu z czupurnym kwasem i klimatycznym niuansem espresso. Tutaj się spięło, wcisnęła się Baśka w gorset i zatańczyła czardasza.

Pomarańcze jednak mnie zawiodły i długo myślałem, z czego może wynikać ta niska rozdzielczość owocu, mętność wypowiedzi, właściwości zbliżone bardziej do naparu niż wina, to nieustępliwe wrażenie lizania smaków przez szybę i seksu na telefon. Wpierw myślałem, że to problem z wydajnością, ale ponoć zbierają 1-1,3 kg z krzewu. Może więc jednak ta długa beczka, 2-3 lata to sporo, i nawet jeśli nie wychodzi to olfaktorycznie, to tak wytrwałe i nieustępliwe miętolenie owocu drewnianą klepką może zakrawać na perwersję i prowadzić do przemiany, à rebours, wina w wodę. À propos, na koniec polała się słodka biała Klarnica 2015 (passito) i już myślałem, że ktoś tu chce odstawić Jezusa w Kanie i na wyjściu wrzucić najlepsze wino. Owszem niezłe, w kategorii miodów pitnych.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s