Ferment złudzeń – Kaiken Terroir Series

0_8a2d3_745ea1e1_orig
Bohaterowie filmu Dziewczyna z lilią (2013) raczą się butelką klasyfikowanego Château Dauzac z Margaux. Jak wesele, to wesele… 🙂

Siedzę nad flakonem czerwonego, deszcz tłucze o szyby jazzową synkopą, świat spływa po oknie śliskim bohomazem, a ja powoli, trochę jak plaster od blizny, odklejam się od rzeczywistości. Miękko opadam na uwierający cierpką refleksją fotel Buddy i „zaniemyślam się”. Wszystko to ułuda, tajemnicze uwodzenie, kalejdoskop zmysłów, cuda niewidy. Jak w filmie Dziewczyna z lilią Michela Gondry, skomponowanym na podstawie słynnej powieści Borisa Viana pod tytułem Piana dni – rzeczywistość zewnętrzna to jedynie funkcja naszych wewnętrznych stanów, korelat odbijający piłeczkę, którą serwuje nasz umysł, partyjka, którą niestrudzenie rozgrywamy, bo jest przecież tak wciągająca – to właśnie nazywamy życiem, choć wynik jest już zawsze z góry przesądzony – musimy przegrać, innego wyjścia nie ma, ale gramy dalej i to jest miarą naszego dramatu i naszej głupoty. Wchodzimy na grubymi iluzjami udekorowaną scenę życia i dajemy się ponieść, odgrywamy tę tragifarsę z zapałem i mozołem, nie tyle dla innych, ile dla samych siebie, wierząc, że w naszej podróży ogranicza nas jedynie róża wiatrów, a tymczasem kierunek jest tylko jeden, a jego miarą – czas.

Wino to też złudzenie, a nawet (tu wujek Platon klepie mnie poufale po ramieniu) złudzenie do black currantkwadratu. Tak, bo kiedy je piję – jak teraz – jego obraz lepi się w mojej głowie z plasteliny wrażeń zmysłowych, strzępków pamięci mimowolnej, fragmentów przefiltrowanych wspomnień i tych skoków w dal, jakimi są skojarzenia wszelkiej maści. Przypominam sobie, na przykład, tę dziewczynę o cynamonowych włosach sprzedającą owoce na Kleparzu: uśmiech namalowany borówkowym pędzelkiem, atramentowe opuszki palców i policzki błyszczące jak lipcowe czereśnie. I jeszcze: wyprawy w góry, kryształ powietrza, odurzający aromat igliwia i dzikich kwiatów, jagody chciwie zrywane na szlaku. I jeszcze: przytulne wnętrze kawiarni Cheder na krakowskim Kazimierzu, kawa po turecku podawana w żeliwnym imbryczku, pachnąca obłędnie, smakująca jeszcze lepiej.

Gdyby ktoś kiedyś pokusił się o stworzenie fenomenologii wina, składałby się na nią nie tylko impresjonizm, ale w dużej mierze również konstruktywizm. Proces percepcji, recepcji, rozumienia i opisywania wina kryje w sobie więcej zaułków, krętych uliczek, podziemnych tuneli i tras teleportacji, niż mogłoby się wydawać. Często to właśnie w winie, jak w soczewce, skupiają się pozornie niepowiązane wątki, odległe wspomnienia, nagłe asocjacje i małe epifanie. Przy winie tworzą się strzępki narracji, obraz poszarpany jak z kasety wideo, sen na jawie utkany z wykopalisk naszej osobistej archeologii.

Choć bywają też wina, które są jak uderzenie między oczy, zdają się w swej bezczelnej arogancji pomijać pośredników zmysłu i umysłu, przemawiają bezpośrednio swoją niezapoznaną żywą materią, chwytają za serce, czy jak to inaczej nazwać, nie wiadomo. Pisząc to, powracam myślami do win Elisabetty Foradori, Franka Cornelissena, Gerarda Gauby’ego czy Jeana-Yvesa Bizot…

I nawet jeśli to wszystko jedynie złudzenie, tajemnicze uwodzenie, to cóż lepszego zrobić można, jak tylko dać się uwieść? A już szczególnie winu…

DSC_3303Kaiken Terroir Series 2015
malbec (80%)
bonarda (12%)
petit verdot (8%)
Mendoza (Vista Flores, Agrelo)
10 m-cy w nowych i starych beczkach francuskich
Alk.: 14,5%

Importer: Sommelier Dystrybucja
W Krakowie: In vino veritas,
ul. Łobzowska 26
Cena: ok. 70 zł
Zakup własny

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s