Baltazar Gąbka czyli tragedia hiszpańska

Dzisiejszy odcinek sponsoruje Baltazar Gąbka i przyjaciele.

gabka-n-36

Wszyscy znamy gorzki smak rozczarowania, szczególnie gdy z wysokiego pułapu wywindowanych oczekiwań spadamy tyłkiem na twardy bruk rzeczywistości. Nadzieja to nasza druga natura i choć zazwyczaj jakoś tam liczymy się z ryzykiem, że coś może się rypnąć, to gdy faktycznie tak się dzieje, jesteśmy niepomiernie zdziwieni. Niby wszyscy wiedzą, że flaszka wódki kiedyś się skończy, a i tak zawsze jest to zaskoczenie, by zacytować starego wyjadacza polskiej sceny kabaretowej.

Budzi się człowiek z zimowego marazmu, ma nadzieję na pierwsze wiosenne słoneczko, pierwiosnki, jaskółki i inne typowe rekwizyty równonocy, a tymczasem trafia do spowitej ciężkimi chmurami krainy deszczowców, dostaje po głowie gradem i zamiast wiosennej miłości spotyka Baltazara Gąbkę.

A zapowiadało się naprawdę nieźle: biodynamika, spontan ferment, ciekawa hiszpańska apelacja Manchuela, krzewy malbeka na 1100 m n.p.m., a więc pułap Mendozy, organic & vege, 12 miesięcy w beczkach francuskich, ambitny producent Altolandon z portfolio równie ambitnego importera Vinoteka 13, który sprzedaje takie tuzy winiarskie jak Gulfi, Schloss Gobelsburg czy słynny Thierry Germain z Doliny Loary. Na papierze wszystko wygląda lepiej niż dobrze, a tymczasem…

Kiedy spróbowałem tego hiszpańskiego malbeka, przypomniała mi się cięta riposta Hamleta z IV aktu, który celnie podsumowuje wazeliniarstwo Rosencrantza:

HAMLET: (…) co ma odpowiedzieć syn królewski na żądanie gąbki?
ROSENCRANTZ: Uważasz mnie za gąbkę, książę?
HAMLET: A tak – taką, która wsysa królewskie łaski, zaszczyty i dostojeństwa. Zresztą tacy słudzy najbardziej się królowi przydają. Wpycha ich sobie między policzek a dziąsło, jak małpa smaczne kąski; poobraca ich w ustach, pożuje trochę, a dopiero potem połyka. Gdy mu potrzeba tego, czym nasiąkłeś, wyciśnie cię i proszę – gąbka znowu suchutka.

Taki obraz miałem przed oczami, taki smak miałem w ustach. Wyżęta, zużyta gąbka i to dziwne wrażenie, jak gdyby ktoś już wcześniej trzymał w gębie to samo wino. Zapach grzybni i deszczówki, zleżałych owoców i kurzu nie zapowiadał niczego dobrego. Gąbka w drodze podskórnych skojarzeń doprowadziła do Baltazara i krainy deszczowców, gdzie już pozostałem w towarzystwie zblakłego owocu, niedobitków kwasu i soplicowo mdlącej śliwki. Malbec na kacu – płaski, kwadratowy, niemrawy, zemdlony. Na plus można powiedzieć, że rozmemłanie tego wina powoduje jego całkowitą nieinwazyjność – ma 13,5% alko, a pije się jak sok, więc chyba niektórym spolegliwym podniebieniom może się podobać.

Hit i Kit
Hit i… kit.

Czy taki właśnie absmak tego wina to wina rocznika (2010), czy może kwestia nieogarnięcia tematu malbeka przez winiarza – w to nie wnikam. Dla porównania z tej samej winnicy pochodzący bobal (2012), o wdzięcznie cortazarowskiej nazwie Rayuelo, wypada znakomicie. Jest sprężysty i napięty, kipi świeżym owocem, zaczepia kwasem i taniną, ogólnie wszystko ma na swoim miejscu.

Argentyna zrobiła malbekowi dobrze, robiąc z niego brand w globalnej enotece, i od tej pory wielu próbuje uszczknąć małe co nieco z tego marketingowego tortu. Winiarze z Cahors doklejają nazwę „malbec” do swoich etykiet, a poza tym sadzi się ten szczep w miejscach, o których mu się chyba nigdy nie śniło, np. w Manchueli. Efekty bywają różne, bo nie wszędzie malbec czuje się jak w domu i nie każdy winiarz ma do niego smykałkę. W przypadku Altolandon zamiast pełnokrwistego, rzutkiego wina, dostałem gąbką po gębie.

witaj-bede-dzisiaj-twoja-gabka-slod

Fragment Hamleta w przekładzie Stanisława Barańczaka.

Wino otrzymałem do degustacji od importera.

Reklamy

5 myśli w temacie “Baltazar Gąbka czyli tragedia hiszpańska

  1. Jak łatwo zauważyć, wpis na blogu Kobiety i Wino ma zasadniczo charakter promocyjny, a nie recenzyjny. Wina nie są oceniane, wina są prezentowane z dużym naciskiem na marketing. A wierzyć można komu się chce 😉

    Polubienie

  2. Panie Macieju,
    Piłem rocznik 90 ty tego wina, jest mi znane i nie omieszkam spróbować kolejny. Może to nie są moje ulubione pozycje ale tak pisać o winach nie można, Ten świat smaków i zapachów o którym pan ładnie bloguje potrafi być jednak mocno subiektywny. Trzeba to mieć na względzie. Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    1. Nie można pisać tak, czyli jak? Nie można krytykować win? Zbyt często blogerzy spolegliwie i bezkrytycznie oceniają wina z powodu relacji, jakie ich łączą z importerami i dyskontami. Ci ostatni zaś zbyt często traktują blogosferę jako jeszcze jeden kanał marketingowy, przekonani, że skoro wysłali darmowe flaszki, to mają prawo wymagać. Ogromna większość win, które opisuję, to mój własny zakup i cenię sobie niezależność opinii, jaka z tego wynika. Dzięki temu nieliczne grono moich czytelników ma przynajmniej świadomość, że jeśli piszę, że coś jest dobre, to dlatego, że w moim odczuciu faktycznie takie jest, a nie dlatego, że jakiś importer czy dyskont klepie mnie po plecach.
      Tak, świat smaków i zapachów może być subiektywny i na tej właśnie zasadzie mogę te swoje subiektywne odczucia opisać, co też robię na blogu. Rozumiem, że można mieć filozoficzne zastrzeżenia do obiektywnych atrybutów wina, aczkolwiek można chyba mówić o atrybutach intersubiektywnych, czyli takich, które odczuje większość „użytkowników” wina, np. wada korkowa. utlenienie, wino za stare, struktura (wino lekkie/ciężkie) itp. Te właśnie atrybuty są ważnym elementem oceny wina.
      Tyle z mojej strony, pozdrawiam 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s