Odnaleziony traktat Teofrasta o winie i pijaństwie

Kilka dni temu jak grom Zeusa z jasnego Olimpu gruchnęła wiadomość, która podniosła ciśnienie wszystkim badaczom literatury i kultury antycznej. Otóż okazało się, że w Mesynie odnaleziono zaginiony, choć od dawna szeroko komentowany traktat Teofrasta o winie i pijaństwie. Szczęśliwym znalazcą był młody profesor literatury starogreckiej, który w pewien sobotni poranek kupił u miejscowego handlarza ryb na targu w Mesynie dwa kilo swojego ulubionego miecznika. Jakież było jego zdziwienie, gdy po powrocie do domu odkrył, że rybę zawinięto w stary pergamin z wciąż możliwym do odcyfrowania tekstem w grece. PoOLYMPUS DIGITAL CAMERA ostrożnym usunięciu kilku grubych warstw tłuszczu i innych zabrudzeń uczony dokonał pobieżnej lektury i aż podskoczył z radości, gdy w tajemniczym rękopisie zidentyfikował dialog Teofrasta o winie i pijaństwie. Nie czekając ani chwili, pobiegł na targ rybny i odnalazł handlarza. Ten wszakże orzekł, iż nie sprzedaje samych opakowań, konieczna jest transakcja wiązana. Profesor nie miał innego wyjścia tylko na to przystać i wrócił do domu z pozostałymi fragmentami manuskryptu oraz 10 kilogramami tuńczyka, marlina i swojego ulubionego miecznika. Gdy ujrzała to jego żona, złapała się za głowę, zaprosiła wszystkich sąsiadów i zaczęła smażyć, a wniebowzięty profesor otworzył butelkę wina z Faro i zasiadł do lektury. Poniżej prezentuję część dialogu w swoim, rzecz jasna kongenialnym przekładzie.

O WINIE I PIJAŃSTWIE
(για το κρασί και μέθη)

Diogenes: Mistrzu, jako że uchodzisz w całych Atenach za człowieka, który bynajmniej za kołnierz nie wylewa i gardzi praktyką mieszania wina z wodą, wyjaw mi proszę, jak najlepiej będzie sklasyfikować i jakie typy charakterów określić w przypadku osobników powszechnie zwanych pijakami, moczymordami, ochlaptusami, biboszami tudzież opojami (πότης).

Teofrast: Mój drogi, nie jest to łatwe zadanie, dlatego aby odpowiednio do stojącego przed nami wyzwania uczcić godnie największego menela, jakim jest nasz kochany Dionizos, polej nam tu czerwonego, bo o suchym pysku nie zamierzam nawet gęby otwierać.

D: Jak mówisz, tak się stanie. Oto przed tobą ćwiartka czerwoniutkiego ze stoków góry Olimp. Łyknij sobie zatem i przemów, wyrocznio, póki wino nie poplątało ci jeszcze języka.

T: Zdrówko, Diogenesie, i do rzeczy. Otóż wystaw sobie, że zasadniczo wszystkich birbantów podzielić można na dwie ogólne kategorie: mózgowców i żołądkowców. Na tych pierwszych regularne spożycie wina w dużych ilościach działa tak, iż miesza im się we łbie, aż w końcu doprowadzeni zostają do stanu permanentnego pomieszania, zdolność logicznego myślenia idzie w diabły i rozsądnego zdania czy opinii już od nich nie usłyszysz. Drugi typ natomiast cierpi po napitku na ostre dolegliwości gastryczne, które prowadzą do świętokradczego marnotrawstwa, jako że ofiarę spożytą na ołtarzu Dionizosa zazwyczaj zwracają oni w postaci na poły przetrawionej, co się nie godzi. Mózgowiec, jak możesz się domyślić, jest przypadkiem beznadziejnym i z góry straconym, zaś żołądkowiec idzie zazwyczaj po rozum do głowy i powodowany ogromnymi cierpieniami ciała rezygnuje z opilstwa i przechodzi na dietę bezprocentową (παθητικός). Zgadujesz już zapewne, że ten pierwszy lubi do winka zakąsić, zaś drugi chleje bez zagrychy (πρόχειρο φαγητό), czego absolutnie nikomu i nigdy nie zalecamy.

ancient-greek-wine-drinking

D: Klarowność, z jaką przemawiasz mistrzu, przeczy całkowicie obiegowej opinii na twój temat, jakobyś rzekomo był opilcem, którego wino pozbawiło już dawno piątej klepki.

T: Mój uczniu, nie wierz plotkom szerzonym przez mych zawistnych przeciwników z Akademii, którzy na szacunek ani zaufanie nie zasługują, ponieważ zaniedbują perfidnie służbę u Dionizosa, pojąc się jedynie wodą, przez co bliżej im do zwierząt pociągowych niźli do ludzi. To tępe pały (χαζή κούτσουρο) z wodogłowiem.

D: A rzeknij, mistrzu, w jakiż to sposób wino oddziałuje na różnorakie typy charakterów ludzkich?

T: Atoli, są dwa sposoby: jeden wbrew, a drugi w głąb.

D: Ja dolewam winka, a ty wyjaśnij proszę.

T: Otóż tak, działanie wbrew polega na tym, że dajmy na to taki melancholik po obaleniu bukłaczka zaczyna bardziej kolorowo postrzegać świat i ludzi, choleryk zaś uspokaja się i na jego ustach wykwita błogi, łagodny uśmiech, natomiast flegmatyk dostaje wiatrów…

D: Ależ mistrzu, czy musisz tak dosadnie?

T: …w żagle, mój drogi, w żagle, i zaczyna konwersować ze swadą, której u niego normalnie nie uświadczysz. Wino właśnie takiej metamorfozy potrafi dokonać u każdego człeka. Z drugiej wszak strony może równie skutecznie działać w głąb.

D: Cóż to oznacza?

T: Oznacza to tyle, mój drogi, że melancholik zaczyna szukać sznura, na którym mógłby się powiesić, choleryk wszczyna potworną burdę w knajpie i rwie się mordobicia, zaś flegmatyk najspokojniej w świecie zasypia.

D: Cóż za paradoksalna natura tego trunku zwanego winem!

T: To bez wątpienia prawda, ale pamiętać musisz, iż działanie wbrew statystycznie rzecz biorąc występuje najczęściej w okolicach pierwszego i drugiego bukłaczka, natomiast im głębiej i dłużej zaglądasz do kielicha, tym mocniej ujawni się działanie w głąb.

D: Ha, a więc to tak. Pozwól, że uzupełnię wino, a przy okazji zapytam o coś, co nurtuje mnie już od dłuższego czasu. Jak to jest z winem i bzykaniem (βουητό)?

T: Hm, coś tak czułem, że tego pytania nie unikniemy. Jak powiada jeden z naszych największych dramaturgów, Ouíliam Saíxpir: Wszeteczeństwo, panie, trunek sprawia i nie sprawia: daje chętkę, ale odbiera możność. Tak więc, panie, można by nazwać trunek dwulicznikiem wszeteczeństwa: stwarza je i niszczy; budzi je i odpędza; zachęca i odstrasza; woła do gotowości i zdradza, na domiar durzy je snem dwulicznym, a zadawszy mu kłamstwo, opuszcza je.

D: Zaiste, pięknie powiedziane.

T: W temacie zatem bzykania, jak to krotochwilnie zwiesz, wino jest zdradliwe niczym pierwsza lepsza nierządnica spacerująca po forum. Sprawi wino wprawdzie, że ci stanie (στύση), tyle tylko że potem ci sił nie stanie. Słowem: piłeś, nie bzykniesz. Taką cenę musimy płacić za wszelkie inne dary, jaki ten święty napój Dionizosa nam przynosi na tym nędznym łez padole.

D: Oj, mistrzu, widzę, że wino zaczyna na ciebie działać w głąb i sprowadza ci do łba myśli smętne.

T: Nie chrzań, tylko polej (Όχι μόνο ρίχνουμε Γάμα)

'You paid three goats for this? Robertus Parkerus only rated it LXXIV.'
Zdj. Jantoo Cartoons
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s