Dla odmiany piwko – Tango z mango (Pracownia Piwa)

Każdy wytrawny winopijca to recydywista-winowajca, który od czasu do czasu musi się jednak uniewinnić. Przychodzi taki moment, że trzeba spauzować, przyhamować, włączyć twardy reset, odkwasić organizm i pójść na (nie)winny detoks. A nie ma nic lepszego, żeby oczyścić sobie stłamszone taninami kubki smakowe, niż kufel porządnie spienionego piwka.

kufel
Tango z mango, zdj. Taphouse/Pracownia Piwa

Mamy akurat to szczęście, że żyjemy w czasach, kiedy nie trzeba wybierać między żywcem a harnasiem. Kraftowa rewolucja w kraju nad Wisłą toczy się w najlepsze i wachlarz dostępnych stylów i smaków jest coraz szerszy i coraz bardziej imponujący. Piwa nowej fali – inaczej niż browary starej daty, które smakowały po prostu piwem – domagają się przez swoją aromatyczno-smakową złożoność analizy organoleptycznej i często niosą ze sobą emocje niemalże równe tym, jakie odczuwa degustator w obliczu butelki nieszablonowego wina.

W przeciwieństwie do wina (przynajmniej w jego zaściankowo polskiej percepcji) piwo to trunek na luzie i bez spiny. Widać to chociażby w często humorystycznych nazwach piw, nie stroniących od lokalnych aluzji i wymyślnych gier słownych. Przoduje tu chyba Browar Hopium, który poszedł tropem specyficznie zmienionych nazwisk sławnych ludzi i oferuje na przykład takie piwa jak William Szeksbeer (ale z dodatkiem czarnej herbaty), Violetta Vanillas (double sweet stout z wanilią) czy Morelyn Monroe (IPA z morelami). Nazewniczą inwencją nie ustępuje również podkrakowska Pracownia Piwa, stawiająca z kolei na lokalne odniesienia i aluzje. Mamy więc tutaj na przykład: Hey Now, Cent US (tak, tak, to nasz typowo krakowski centuś), Crack Off czy – jedno z moich ulubionych piw – Krakowski Spleen (Session IPA).

tango-z-mangoTo właśnie Pracownia Piwa uwarzyła niedawno piwo, które z oczywistych powodów nazewniczych stało się inspiracją dla tego wpisu, a mianowicie Tango z mango, fruit ale z dodatkiem przecieru z mango i laktozy. W kuflu prezentuje się imponująco, przypomina wręcz wino pomarańczowe zrobione „bez filtra”. Pachnie tropikalnymi owocami i drożdżami, a w ustach dostajemy najpierw solidny atak soczystego, superdojrzałego mango, po chwili zmiękczonego delikatnie laktozą (efekt podobny do amerykańskiej beczki w białym winie), i dopiero na finiszu chmielowa goryczka przypomina, że jednak pijemy piwo. Chmiel działa tutaj trochę jak garbniki w winie, energicznie spina to piwo w spójną całość i lekko wysusza usta, dzięki czemu kolejny łyk jest absolutną koniecznością.

Tango z mango
Fruit Ale
Pracownia Piwa
Ekstrakt (BLG) = 16,6
Alk. = 6,7%
słody: jęczmienny, pszeniczny
mango, laktoza
górna fermentacja
niefiltrowane
niepasteryzowane

W Krakowie napijecie się Tango z mango m.in. w Taphouse na św. Jana.

tap-house

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s